wężami wody, która łukiem spadała na poczerniały teren starego tartaku. Czarny dym tworzył olbrzymie chmury. Żar zalewał tłum. Ludzie kaszleli i krzyczeli, a ogień szalał mimo wysiłków ochotniczej straży pożarnej. Powietrze przesiąknięte było gryzącym dymem, a piekielne płomienie, wzbijające się z zajętych ogniem belek, dosięgały blaszanego dachu. Pożar był niczym oddech piekła. W końcu wiatr zmienił kierunek. Dopiero wtedy strumień wody pompowanej z wozów strażackich przemógł szalejący żywioł, który ryczał i huczał. Cassidy stała w tłumie nieznajomych ludzi i przyglądała się strażakom, którzy niezmordowanie usiłowali zdławić ogień. Przywiązała Remmingtona do słupa wspierającego balkon domku należącego do jej ojca i przez tłum przecisnęła się bliżej piekła. Serce jej kołatało. Trzęsła się ze strachu. Ale palił się tylko stary pusty tartak. Wprawdzie był to zabytkowy budynek, który ojciec chciał odrestaurować, ale Cassidy poczuła ulgę. Nie płonął motor Briga ani samochód matki. Pożaru nie spowodowała broń Derricka ani nikt znajomy. Cassidy stała w tłumie gapiów - ludzi z miasteczka, którzy przyszli w pośpiesznie założonych dżinsach albo w szlafrokach, żeby pomóc albo tylko popatrzeć na szalejący żywioł. Do barierek pchali się dziennikarze i ekipa telewizyjna, nie przejmując się ulewą. W ciemności migotały niebieskie, czerwone i białe światła. - Panie Lents, co, pana zdaniem, było przyczyną pożaru? - Dziennikarz usiłował przekrzyczeć hałas. - Za wcześnie, żeby o tym mówić. - Komendant straży pożarnej zapalił papierosa. Miał osmaloną i brudną twarz. Żółty płaszcz przeciwdeszczowy ociekał wodą. - Podpalenie? - spytał inny dziennikarz. - Powiedziałem już, że za wcześnie, żeby o tym mówić. Proszę się odsunąć. - Odwrócił się i zaczął krzyczeć do jednego ze swoich ludzi. - Garrison, usuń ten samochód z drogi. Niech czwarty wóz podjedzie bliżej... - Czy był ktoś w środku? - spytała dziennikarka. - O ile nam wiadomo, to nie. Nie mogliśmy się dostać do środka, bo ta stara hubka z krzesiwem paliła się jak pudełko zapałek. Ale właśnie sprawdzamy. - Co spowodowało wybuch? Komendant nie zwrócił uwagi na dziennikarza. - Kazałem przestawić ten cholerny samochód! - warknął. - Na Boga, to nie piknik! Z właścicielem auta blokującego drogę zaczął rozmawiać kolejny strażak. Samochód powoli wycofał się między tłumem. - Czy Rex Buchanan już wie, że budynek stanął w płomieniach? - Zawiadomiliśmy go. Ktoś obok Cassidy zaśmiał się złośliwie. - Założę się, że znaleźli go zalanego w pestkę na przyjęciu u Caldwellów. Cassidy odsunęła się krok do tyłu, żeby dwaj mężczyźni nie widzieli jej twarzy. - Jeden budynek mniej czy więcej nie sprawi mu różnicy - stwierdził niższy. - A czy jego w ogóle cokolwiek obchodzi? Należy do niego pół miasta. Ta rudera pewnie była mniej warta niż ubezpieczenie. Stojąca obok kobieta w wytartym wełnianym szlafroku i z wałkami we włosach, przytaknęła z przekonaniem. - Jeżeli da się z tego wyciągnąć pieniądze, już Rex Buchanan na pewno to zrobi. Cassidy odsunęła się od plotkarzy, przedarła się między ludźmi i przyglądała się budynkowi, z którego zostały jedynie tlące się zgliszcza. W deszczu unosił się z nich złowróżbny dym. Z trzech wozów strażackich na czarne resztki domu i popiół nadal lała się woda. Jakiś dziennikarz, usiłując przepchnąć się do przodu, niemal zgniótł Cassidy. - Szefie, moglibyśmy podejść trochę bliżej? - Słuchajcie, chłopaki. Odsuńcie się, a za kilka godzin udzielę wam wszelkich wyjaśnień. Ale teraz dajcie nam spokojnie pracować, dobra? Dwóch strażaków wyważyło kopniakiem osmalone drzwi i weszło do zwęglonego domu. - Boże, co za bałagan. - Komendant wyrzucił peta do kałuży. - Mamy szczęście, że zaczęło lać i że wiatr zmienił kierunek. Inaczej pewnie poszedłby z dymem sklep żelazny i piekarnia w sąsiednim budynku. Dziennikarz coś zanotował i nagrał na magnetofon. Gapie zaczęli się ruszać, ale się nie rozeszli. Rozmawiali z sąsiadami, zafascynowani piekłem, które w końcu ujarzmiono. - Hej! - krzyknął strażak ze środka sczerniałego budynku. Jego ochrypły głos pełen był niedowierzania. - Będzie nam potrzebna pomoc! - O, cholera! - Szef odwrócił się do strażaków. - Blackman i Peters, wy dwaj idźcie zobaczyć, o co chodzi... - Boże, przecież prosiłem o pomoc! Dalej! Gdzie jest to cholerne pogotowie? Wszystkie oczy zwróciły się na strażaka. Cassidy mało nie krzyknęła, gdy strażak wyniósł osmalone ciało. Zemdliło ją i musiała powstrzymać wymioty, które podeszły jej do gardła. - O, cholera... - wyszeptał ktoś z tłumu. - Wezwijcie lekarza. Cassidy cała się trzęsła. Nic nie pomoże pogotowie ani żaden lekarz na świecie.

konkretną sumkę, ale Virgil nigdy nie umiał troszczyć się o kasę i
Nie mam żadnych.
czymś ciekawym.
na nich przez chwilę bez słowa.
prezentował pozytywne i radosne podejście do życia.
z zimną krwią.
an43
też był zbyt mokry i ciepły. Śnieg wyglądał urzekająco, spływał
Rhonda w milczeniu skinęła głową.
z nich mieszkało jeszcze z matką, kiedy ta zajmowała się porwanymi
wrzucić bieg i wyjechać z parkingu.
numery znikały No i proszę: kiedy weszła z menu do „połączeń
zirytowanych kierowców. Diaz odpiął pas, wysiadł z samochodu i
zerwanie się o trzeciej nad ranem, by zdążyć na czas do portu

    
przecież nie wkroczy pomiędzy nich niczym Bataman ratujący Gotham City. Wcale by

- Bardzo by mi pan pomógł, gdyby zajął pan czymś Edwarda przez tydzień albo dwa. Zbliża się punkt kulminacyjny, więc nie chciałabym, żeby...
- Jasne. - Edward ściągnął usta.
tam wierzchowca, Eva zaś ruszyła przed siebie pospiesznie głównym traktem. Obejrzała się
- Jeżeli ją znajdę, zapomnisz o Parthenii Westland i ożenisz się ze mną.
Becky, kiedy on będzie na turnieju grał w wista.
- Przecież nie można ciągle czytać!
Alec nie słuchał reszty wyjaśnień Kurkowa. Niewiele wiedział o Becky, lecz bez
- Kochanie, przestań mnie kusić. Mężczyźnie można wybaczyć, jeśli działał w
Zmarszczył zniesmaczony brwi. Czterech na jednego? Czy to aby nie za dużo? Ale
jej rękach napełnił go dumą. Wyprostował się, uniósł podbródek i znów zaczął jej
- Fort i Rush spotkali Sally i Daisy. Alec popatrzył w tę samą stronę i zobaczył, że
- Dostałem rozkaz, żebyś się stąd nie ruszał.
- Pańska sieć wywiadowcza działa bez zarzutu - pochwaliła, zerkając znacząco na pusty kieliszek.
- To się nimi zajmiemy - dokończył za niego Drax.

©2019 www.monachum.ten-zmieniac.ostroleka.pl - Split Template by One Page Love